Dziś dzielę się z Wami czymś bardzo osobistym. Patrząc na wizualizację menu „Ale morele”, nie widzę tylko ładnej grafiki. Widzę drogę, która zaczęła się wiele lat temu od jednej, odważnej decyzji. To moja prawdziwa historia.
Plecak, w którym mieściło się wszystko
Pamiętam to jak dziś. Początek mojej drogi. Mój ówczesny Chef dostał przeniesienie do innego miasta i zapytał, czy chcę ruszyć z nim. Propozycja? Zaledwie kilka pensów podwyżki. Dla kogoś innego to mogłoby być nic, ale dla mnie to był sygnał, by wyruszyć w nieznane.
Spakowałam swój mały, czarny plecak i ruszyłam przed siebie. Nie miałam nad czym myśleć, bo nie miałam nic – żadnych zobowiązań, tylko ten mały bagaż i ogromny głód wiedzy. To był cały mój świat.
Każde miejsce to część mnie
Ten mały plecak towarzyszył mi przez lata w podróży przez kuchnie o skrajnie różnych profilach:
- Były miejsca pełne żelaznej dyscypliny, gdzie uczyłam się pokory i absolutnej precyzji.
- Były też takie, gdzie rządziła czysta improwizacja, dająca mi wolność tworzenia, której tak bardzo potrzebowałam.
Dziś rozumiem, że każde z tych doświadczeń – każdy zapach, trudny serwis i każda lekcja – to nie są tylko wspomnienia. To doświadczenie to Ja. To część samej mnie, którą budowałam i niosłam w tym plecaku przez lata.
Mapa, która stała się całością
„Ale morele” to ten ostatni brakujący puzzel, który w końcu udało mi się dopasować. Dopiero teraz ta mapa, którą rysowałam, jadąc kiedyś w nieznane z małym bagażem, stała się w pełni czytelna.
„W każdym daniu, które dla Was przygotowuję, jest cząstka tamtej dziewczyny z plecakiem. Dzielę się z Wami moją historią, bo to menu to po prostu Ja.”
Zapraszam Was do mojego świata. To nie jest tylko restauracja – to suma wszystkich moich kroków. Dziękuję, że chcecie być częścią tej układanki. 🍑✨